Nie czy, tylko jakie, lotnisko jest nam potrzebne

  

15 stycznia 2017 r. odbędzie się referendum w sprawie lotniska. Od kilku tygodni znów rozwinęła się dyskusja nad potrzebą istnienia lotniska w naszym województwie. Odpowiedź wydaje się tak oczywista, że aż pytanie wydaje się absurdalne. Moim zdaniem pytanie, które powinniśmy rozważyć brzmi: czy na lotnisko będzie nas stać. Koszt inwestycji to jedno, a utrzymanie to drugie. Przykład lotnisk w podobnych ośrodkach zarówno w Polsce i w Europie daje do myślenia. Koszt budowy i dotowanie jest dużym obciążeniem dla środowiska lokalnego. Lotnisko lokalne, a nie regionalne wydaje się znakomitym rozwiązaniem.

Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem, byłoby lotnisko lokalne w Białymstoku i to na Krywlanach. Po co wyrzucać pieniądze  na budowę lotniska regionalnego, jak ich nie mamy nawet w nowej perspektywie budżetowej i skąd mamy wziąć takie pieniądze, czy ktoś nam pomoże? Następne pytanie sporne to, gdzie takie lotnisko ma powstać. Kolejnym konfliktem może być lokalizacja. Już  przechodziliśmy ten temat kilka lat temu. Wtedy wskazaliśmy Sanniki koło Tykocina, ale nie uzyskaliśmy pozwolenia i nie przeszliśmy pomyślnie Raportu Oddziaływania na Środowisko. Czyli co kolejnym referendum będzie gdzie ma być lokalizacja lotniska? Czy z Białegostoku mamy jechać godzinę na lotnisko regionalne, a z Suwałk czy Łomży dwie? Czy to nie wydaje się bez sensu, jeżeli niedługo będziemy mogli dostać się do Warszawy w dwie godziny?

Moim zdaniem trochę za dużo niewiadomych i trochę za duże ryzyko. Niech każdy  z nas dokładnie przemyśli  jak oddać ma swój głos i czy w ogóle warto podejmować takie inicjatywy. Ja ze swojej strony powiem, że na referendum nie idę, bo szkoda mi roztrwanianych pieniędzy, na inicjatywę, która z góry wydaje się nielogiczna.

Zbliżmy się do Polski i Europy za pomocą lotniska lokalnego, lotniska praktycznego, lotniska ekonomicznego, lotniska logicznego.